Blacklight rozchodził się szybciej niż plotka. Wystarczyła jedna zła noc w metrze, jeden kaszel w windzie, jedna ręka podana na powitanie. Ludzie, których znałem z imienia, wracali z pracy z oczami jak zgaszone lampy.Blacklight rozchodził się szybciej niż plotka. Wystarczyła jedna zła noc w metrze, jeden kaszel w windzie, jedna ręka podana na powitanie. Ludzie, których znałem z imienia, wracali z pracy z oczami jak zgaszone lampy.
Przeżyłem, bo nie wiedziałem jeszcze, że to nie jest łaska. Trzy dni w piwnicy z puszką fasoli i radiem, które tylko trzeszczało. Czwartego dnia zaczęło mnie swędzieć pod skórą. Piątego usłyszałem, jak ktoś za ścianą oddycha w rytmie mojego serca.Przeżyłem, bo nie wiedziałem jeszcze, że to nie jest łaska. Trzy dni w piwnicy z puszką fasoli i radiem, które tylko trzeszczało. Czwartego dnia zaczęło mnie swędzieć pod skórą. Piątego usłyszałem, jak ktoś za ścianą oddycha w rytmie mojego serca.
Pierwszy raz zrobiłem to przez przypadek. Coś zaskrobało po drzwiach, a ja poczułem to w zębach, w kręgosłupie, w krwi. Nie dotknąłem tego. Wystarczyło, że chciałem, żeby przestało. Za drzwiami coś opadło ciężko, jak worek z mokrym piaskiem.Pierwszy raz zrobiłem to przez przypadek. Coś zaskrobało po drzwiach, a ja poczułem to w zębach, w kręgosłupie, w krwi. Nie dotknąłem tego. Wystarczyło, że chciałem, żeby przestało. Za drzwiami coś opadło ciężko, jak worek z mokrym piaskiem.
Powinienem był się przestraszyć. Zamiast tego poczułem ulgę tak wielką, że rozpłakałem się w ciemności jak dziecko. Dopiero później zrozumiałem, że nie płakałem z ulgi. Płakałem, bo coś we mnie właśnie zapisało pierwszy rachunek i nie zamierzało z niego rezygnować.Powinienem był się przestraszyć. Zamiast tego poczułem ulgę tak wielką, że rozpłakałem się w ciemności jak dziecko. Dopiero później zrozumiałem, że nie płakałem z ulgi. Płakałem, bo coś we mnie właśnie zapisało pierwszy rachunek i nie zamierzało z niego rezygnować.
Wyszedłem na górę, kiedy zrobiło się cicho. Ulica wyglądała jak zdjęcie ulicy. Nad wszystkim wisiało czerwone światło, które nie pochodziło od żadnej lampy. Gdzieś daleko ktoś śpiewał, fałszywie, tą samą frazą, w kółko.Wyszedłem na górę, kiedy zrobiło się cicho. Ulica wyglądała jak zdjęcie ulicy. Nad wszystkim wisiało czerwone światło, które nie pochodziło od żadnej lampy. Gdzieś daleko ktoś śpiewał, fałszywie, tą samą frazą, w kółko.
Miałem dwadzieścia dziewięć lat, imię, adres i dziewczynę, która pewnie już nie żyła. Nie wiedziałem, że za miesiąc nie przypomnę sobie, jak miała na imię. Wiedziałem tylko, że idę, i że wszystko przede mną będzie wiedziało, że nadchodzę.Miałem dwadzieścia dziewięć lat, imię, adres i dziewczynę, która pewnie już nie żyła. Nie wiedziałem, że za miesiąc nie przypomnę sobie, jak miała na imię. Wiedziałem tylko, że idę, i że wszystko przede mną będzie wiedziało, że nadchodzę.
Koniec fragmentu. Dalej wiesz już tylko to, czego zdążysz nie zapomnieć.